sobota, 12 stycznia 2013

Jestem Shawolem.

Dziś fandom nie istnieje. Dziś jestem jednoosobowym Shawolem dryfującym sobie po niebieskim morzu złożonym z jednostek, takich jak ja, mających jeden cel - Kochać SHINee.

Włączam YT, bo wiem, że potrzebuję wsparcia od tych, których zazwyczaj ja wspieram...

Dziś fandom nie istnieje. Jestem z Nimi sama.
Mam 22 lata - czuję się staro. Dziś jestem dla wszystkich nooną, ounni, a jeśli trzeba to nawet ahjummą. Jest mi smutno. Potrzebuję słodkiego głosu Onew...


.. i jakoś tak sama do siebie się uśmiecham. Dziś fandom nie istnieje.


Wybieram się na spacer po piosenkach, żeby wywietrzyć umysł i rozjaśnić myśli. Trzeba się ogarnąć. Czas na boskiego Jonghyuna...


...i pewność siebie wraca. Nie ma nic lepszego ode mnie. Dziś fandom nie istnieje.

I nabieram ochoty na zakazaną piosenkę Key, która sprawia, że mam ciarki...


...i tak już zostaje na dłuższą chwilę. Kochać SHINee. Dziś fandom nie istnieje.

Skoro już wybieram piosenki według wieku, to czas na Minho...


...jest tutaj tak słodki, że topnieje...


Na koniec został Taeminek...


No i od razu mi lepiej!


Dziś fandom nie istnieje ^_^.

Słowo, którego nie wolno wymawiać.

Coś złego wisi w powietrzu. Albo raczej nie wisi, a sypie gradem...




Dlaczego kocham SHINee?

"Zakochiwanie się w SHINee to trudny do opisania proces. Szczególnie, gdy wcześniej moja styczność z K-popem ograniczała się do oglądania przypadkowych koreańskich filmów.
"Przeciętny człowiek w 60% składa się z wody, pozostałe 40% to kości i flaki. Człowiek Woda w 100% składa się z wody, pozostałe 0% to mózg." Człowiek Woda
"Shawol w 80% składa się z miłości do SHINee, pozostałe 20% to cierpliwość do fandomu." Żółw

Pewnego dnia przyszło mi zamieszkać ze stworzenie, które okazało się być Shawolem. I wraz z jej ścianą patrząca na mnie dziesiątkami par "szajniastych" oczu zniszczyła mnie w ciągu niecałego roku wspólnego mieszkania.

Zaczęło się od... rozpoznawania twarzy w filmikach. Jak sobie teraz pomyślę, że myliłam Onew z Taeminem albo Key, to mam ochotę wybuchnąć śmiechem. "Kim jestem?" - teraz raczej już bym się nie wahała.

***

Sherlock. Przeskakuję bardzo, ale to był przełomowy moment w tym wszystkim. Oglądając MV pierwszy raz się popłakałam. To było szokujące i niespodziewane - szczególnie dla takiego laika jak ja. Wcale jednak tego nie żałuję.

Prawie przez 3 miesiące album towarzyszył mi w drodze do Uczelni i ani przez chwilę mnie nie nudził. Dzień bez SHINee był dniem straconym."



Zaczęłam pisać ten artykuł i gdzieś w międzyczasie trafiłam na parę rozmów, komentarzy i złych emocji. Źle się dzieje. Dlatego zawieszam jego dalszy ciąg, bo czuję, że muszę wyrzucić z siebie coś innego.